Jazda na mule w Walentynki
Za chwilę Święto Miłości i z tej okazji chciałam delikatnie zasugerować panom jak mogą oczarować kobietę. Mule są idealnym daniem na walentynkową kolację we dwoje. Mam nadzieję, że się rozumiemy…
Esquire UK – November 2011Kiedy mieszkałam we Francji jadłam mule (czyli omułki jadalne) niemal codziennie, w Paryżu świeże małże można kupić wszędzie. Francuzi są przekonani, że najlepsze mule pochodzą z Bretanii. Tymczasem w Brytanii też są wspaniałe.
Kiedyś w czasie wakacji na wyspie Skye szukaliśmy późno w nocy hotelu. Koś zaproponował nam przyczepę kempingową (bardzo dużą zresztą), cena była śmiesznie niska, a przyczepa malowniczo zaparkowana nad otoczonym wzgórzami jeziorem. Właściciel na zachętę zapewnił, że brzeg jeziora jest usiany małżami i możemy nazbierać ich sobie tyle ile tylko zdołamy zjeść. Mieliśmy zatrzymać się tam na jedną noc, zostaliśmy tydzień. Codziennie wyprawialiśmy się do pobliskiego sklepiku po śmietanę, wino i cebulę. To były najlepsze mule jakie jadłam, choć wcale nie największe.
Jednym z najprostszych dań jakie można sobie wyobrazić, a przy okazji niezwykle efektownym są moules à la marinière (po marynarsku). Właściwie nie spotkałam dwóch identycznych przepisów, więc z grubsza wygląda to tak:
2 kg muli1 cebula, albo kilka szalotek1 butelka białego wytrawnego winapieprzmałe opakowanie gęstej śmietanynatka pietruszkibagietkasałata z sosem vinegret
Czyszczę i obieram mule z bisiorów (prosze bez głupich uśmieszków – to nici, którymi małże przyczepiają się do skał). Wyrzucam otwarte mule, które po zaciśnięciu uparcie się otwierają (te są mówiąc brutalnie already dead i choć w zasadzie cały proces gotowania ma je do tego stanu doprowadzić to jednak nie to samo).
W wielkim garnku rumienię na maśle drobno posiekaną cebulę (lub szalotkę), podlewam dwiema szklankami wina. Dodaję mule i przykrywam pokrywką.
Gotuję przez około 10 minut (nie dłużej!) na dużym ogniu, od czasu do czasu potrząsając garnkiem, aż mule się otworzą. Dodaję pietruszkę i śmietanę, delikatnie mieszam.
Nieotwarte małże wyrzucam, resztę przekładam z odrobiną sosu na głębokie talerze. Podaję z michą sałaty z sosem winegret, grubo pokrojoną bagietką, miseczkami na puste muszle i kieliszkiem białego wina.
Belgowie jedzą mule z frytkami, ale o dziwo ten sposób na Wyspach (gdzie frytki są niemal do wszystkiego) nie jest zbyt popularny. Znany brytyjski dziennikarz kulinarny Mark Hix namawia natomiast rodaków, by zamiar białego wina podlewali małże cydrem, albo piwem. Prawdopodobnie nie będzie musiał ich do tego długo przekonywać.
Moules à la marinière to dobra baza do kulinarnych eksperymentów. Wzbogaca je odrobina czosnku, pomidorów, nawet hiszpańskiej kiełbasy chorizo. Danie to zmieni się zupełnie jeśli dorzucimy do podsmażanej cebuli posiekaną trawę cytrynową, żeń szeń (albo jeszcze lepiej galangal), ostrą papryczkę, oraz czosnek. Reszta przepisu zostaje bez zmian. Najważniejsza zaś jest zasada: przed gotowaniem wyrzucamy otwarte mule, a po gotowaniu zamknięte – w żadnym wypadku nie odwrotnie, bo wieczór nie skończy się w łóżku. Jedzenie małży pobudza zmysły – wszystkie. Nawet w eleganckich restauracjach często je się omułki palcami, traktując jedną z muszli jako szczypce. Tak jak z chińskimi pałeczkami, choć za pierwszym razem nie jest łatwo, to warto potrenować. Widok osłupiałej z wrażenia towarzyszki powinien wynagrodzić wysiłek. Osłupiała zgodzi się na więcej, jak sądzę.
Lubię to 0
Twój komentarz